• Youtube
  • Facebook
  • Szukaj

Wyjazd finalistów konkursu „W kręgu pamięci i prozy lagrowej więźniarek KL Ravensbrück” do Miejsca Pamięci i Przestrogi Ravensbrück, 23–26 maja 2025

23.05.2025

W cieniu historii, 23 maja 2025 r., finaliści XI edycji ogólnopolskiego konkursu recytatorskiego „W kręgu poezji i prozy lagrowej więźniarek KL Ravensbrück im. Wandy Półtawskiej” stanęli na ziemi Muzeum Miejsca Pamięci i Przestrogi Ravensbrück, gdzie czas wciąż szepcze opowieści o cierpieniu i niezłomności.

Zgodnie z tradycją naszych wypraw do tego miejsca bólu, rozpoczęliśmy od złożenia hołdu więźniarkom KL Ravensbrück – duszom, które w mroku obozu tkały nadzieję z nici odwagi. Przy Totengang – Przejściu Zmarłych, gdzie ziemia wciąż pamięta ich ostatnie chwile, a wiatr niesie echo niewypowiedzianych słów, złożyliśmy wiązankę biało-czerwonych kwiatów. Zapłonęły znicze, rzucając ciepłe światło na mrok przeszłości. Wśród szumiących drzew nad jeziorem Schwedt, którego fale wciąż tulą prochy pomordowanych, odmówiliśmy modlitwę. Ich imiona, choć niewypowiedziane, rozbrzmiewały w sercach, łącząc nas z tymi, które odeszły.

Gdy nastał zmrok, a latarki i latarnie rzucały złote smugi na ścieżki pamięci, zebraliśmy się na wieczornicy muzycznej. Choć podróż długa, a zmęczenie ciążyło powiekom, dźwięki gitary i fletu uniosły w górę polskie pieśni – harcerskie, patriotyczne – jak ptaki wolności, które więźniarki mogły tylko śnić. W tej muzyce ożyły ich marzenia, ich siła, ich nieugięty duch.

W sercu każdego wyjazdu do Muzeum Miejsca Pamięci i Przestrogi Ravensbrück tkwi poruszający moment – msze święte odprawiane przy Totengang.

To miejsce, przesiąknięte bólem i niezłomną odwagą, jest jednym z prawdopodobnych świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Ze wspomnień byłych więźniarek snuje się opowieść, że wyroki śmierci wykonywano także w pobliskim lasku sosnowym, choć jego dokładne położenie wciąż skrywa mgła tajemnicy.

Te msze święte, odprawiane w cieniu murów, są dla nas czymś więcej niż rytuałem – to chwile zadumy, hołdu. To most pamięci, który łączy nas, współczesnych, z pokoleniem "Dziewczyn z Ravensbrück" – ich niezłomnym duchem i odwagą, która wciąż inspiruje.

Jak co roku, msze celebrował dla nas ks. Stanisław Michałowski, niezłomny duszpasterz Apostolstwa Chorych i duchowy opiekun Ravensbrüczanek w Polsce.

W sobotę odbyliśmy tę najważniejszą drogę – przeszliśmy bowiem przez wszystkie najważniejsze miejsca byłego FKL Ravensbrück.

Przeszliśmy przez obozową bramę, stanęliśmy na placu obozowym, gdzie odbywały się apele. W miejscu, gdzie znajdowała się obozowa kuchnia opowiedzieliśmy o głodzie panującym w obozie. Drogą Lagrową szliśmy wzdłuż miejsc, w których stały drewniane baraki. W miejscu dawnego rewiru czyli szpitala mówiliśmy o eksperymentach medycznych i operacjach doświadczalnych wykonywanych na więźniarkach. Tam, gdzie znajdował się blok karny pokazaliśmy młodzieży, jak wyglądała okrutna rzeczywistość w tym miejscu. Weszliśmy do zabudowań szwalni, w których pracowały Więźniarki. Odwiedziliśmy miejsce, które upamiętnia namiot – to do niego trafiały Dziewczyny i Kobiety przywiezione do Ravensbrück z Powstania Warszawskiego. Namiot był świadkiem niewyobrażalnego cierpienia z zimna, głodu, pragnienia i chorób. Tu tez zapaliliśmy znicz, by upamiętnić ofiary tego zbrodniczego procederu.

Odwiedziliśmy także bunkier, czyli obozowe więzienie, w których jedną z osadzonych przez pewien czas była polska hrabina Karolina Lanckorońska. W bunkrze więźniarki odbywały swoje kary nałożone na nie za najmniejsze wykroczenie, np. przemycenie w pasiaku jednego ziemniaka groziła kara nawet sześciu tygodni bunkra i 25 batów wymierzonych przez funkcjonariusza SS na specjalnym koźle do bicia. W bunkrze także znajdowały się cele głodowe oraz cele śmierci, w których więźniarki oczekiwały na wykonanie wyroku śmierci.

Z bunkra przeszliśmy do budynku krematorium, w którym znajdują się trzy piece krematoryjne. Tu zapaliliśmy znicz i odmówiliśmy krótką modlitwę za wszystkie zmarłe więźniarki.

Swoją wędrówkę zakończyliśmy pod tablicą narodową upamiętniającą wszystkie Polki – więźniarki FKL Ravensbrück oraz przy pomniku „Niosąca” – tam również zapaliliśmy znicze.

W sobotę odwiedziliśmy też cmentarz komunalny w pobliskim miasteczku Fürstenberg.

Tu zapaliliśmy znicze na grobie polskich więźniarek rozstrzelanych w Ravensbrück w 1942 r. Ich prochy zostały tutaj zidentyfikowane w 2019 r., a uroczysty pogrzeb odbył się w 2022 r. Odwiedziliśmy także grób Marka Rzewuskiego, polskiego chłopca urodzonego w obozie w grudniu 1944 r., którego mama po powstaniu warszawskim trafiła do Ravensbrück. Marek zmarł w kwietniu 1945 r. podczas ewakuacji obozu, a jego mamie udało się godnie pochować chłopca na cmentarzu w Fürstenbergu, co w tamtym czasie było wręcz niemożliwe. Grób Marka został odnaleziony przez Pawła Woźniaka kilka lat temu i do dzisiaj jest pod jego opieką.

Trzeci dzień w Muzeum – Miejscu Pamięci i Przestrogi Ravensbrück głęboko poruszył nasze serca.

Rozpoczęliśmy od zwiedzania wystawy stałej, mieszczącej się w dawnym domu aufseherek – strażniczek obozowych. Tam, wśród oryginalnego wyposażenia mieszkań, które niegdyś służyły strażniczkom i SS-manom, poczuliśmy chłód historii. Sylwetki tych kobiet, ich codzienne życie w cieniu zbrodni, wywoływały sprzeczne emocje – od zdumienia po głęboki smutek.

Następnie weszliśmy do domu komendantów obozu, należącego niegdyś do Ottona Koegela, a później Fritza Shurena. Budynek, niemal nietknięty przez czas, przytłaczał swoją aurą. Każdy krok po tych pomieszczeniach budził refleksję – jak w takim miejscu można było żyć, sprawując władzę nad cierpieniem innych? Wśród eksponatów, takich jak pierścień z trupią czaszką, czuć było mroczną obecność przeszłości. Z niewielkiego wzgórza, na którym stoi dom, rozciąga się widok na cały obóz – krajobraz, który kontrastuje z jego tragiczną historią, ściskał za serce.

Z domu komendanta udaliśmy się do dawnej komendantury, centrum zarządzania obozem. Tam, wśród artefaktów, każdy przedmiot opowiadał swoją przejmującą historię. Pasiaki, sabotażyki – maleńkie figurki rzeźbione przez więźniarki z resztek szczoteczek czy skrawków materiału – były jak ciche wołanie o pamięć. Taczkę, którą więźniarki transportowały piasek, zeszyty z notatkami o narodzinach i śmierci dzieci, szkice Marii Hiszpańskiej-Neumann ukazujące codzienne życie obozowe czy trzypiętrowe prycze, na których tłoczyły się więźniarki, poruszały do głębi. Każdy eksponat niósł ze sobą ciężar ludzkich losów, bólu i niezłomnej woli przetrwania. Ten dzień na zawsze pozostanie w naszej pamięci, przypominając o sile człowieczeństwa w obliczu niewyobrażalnego zła.

Wyjazd do byłego obozu koncentracyjnego Ravensbrück to nie tylko zwiedzanie miejsca pamięci, lecz przede wszystkim intensywna lekcja historii i wartości. Zapraszamy do zapoznania się z relacją z warsztatów, które odbyły się podczas tego wyjazdu.

do góry