W rozpoczętym właśnie roku 2025 mija 80 lat od zakończenia II wojny światowej. „Wyzwolenie” Polski przez sowiecką armię poskutkowało popadnięciem naszego kraju w nową niewolę, ale wkroczenie tejże armii na Górny Śląsk stało się źródłem wielkiego cierpienia, zapamiętanego jako Tragedia Górnośląska. 9 stycznia tego roku Sejm RP podjął uchwałę w sprawie upamiętnienia 80 rocznicy Tragedii Górnośląskiej, a i „Migawka archiwalna” chce się przyczynić do utrwalenia świadectw losów mieszkańców tej ziemi w czasie przełomu między wojną a pokojem.
Pod pojęciem Tragedii Górnośląskiej zawierają się przede wszystkim mordy, gwałty i rabunki dokonywane przez sowietów na cywilnej ludności, uprowadzenie – bo trudno chyba o lepsze słowo – kilkudziesięciu tysięcy mężczyzn do niewolniczej pracy w sowieckich kopalniach, a w końcu nowe komunistyczne porządki, których symbolem stały się obozy w Świętochłowicach-Zgodzie, Mysłowicach i Łambinowicach dla osób przymusowo „obdarowanych” niemiecką listą narodową.
W Oddziałowym Archiwum IPN w Katowicach znajdują się liczne dokumenty świadczące o trudnej codzienności Górnoślązaków w omawianym okresie. Niektóre były już prezentowane w naszym „migawkowym” cyklu (https://katowice.ipn.gov.pl/pl3/aktualnosci/178507,Ruski-mir.html, https://katowice.ipn.gov.pl/pl3/aktualnosci/180879,Migawka-archiwalna-Tragedia-Gornoslaska.html), a dziś chcemy przedstawić dwie kolejne historie.
Pierwsza opowiada historię młodej wdowy z Katowic, Anny. Kobieta urodziła się w 1912 r., na swoje nieszczęście w Rokitnicy – dzisiejszej dzielnicy Zabrza, która po 1922 r. znalazła się w Niemczech. Podczas II wojny Niemcy uznali ją za „swoją” i przyznali II grupę listy narodowej, wskutek czego Anna trafiła w kwietniu 1945 r. do obozu pracy w Mysłowicach. Taka z niej była „Niemka”, że przed wojną należała do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, a podczas wojny pomagała Polakom – ale nikogo to nie interesowało. Dodatkowo od lutego kobieta była w ciąży po „zgwałceniu jej przez nieznanego osobnika”, który też zaraził ją kiłą. Rodzina robiła co mogła, aby uwolnić ją z obozu i zadbać o jej zdrowie. Ostatecznie Anna trafiła do szpitala, gdzie sprawy nie polepszono: w połowie czerwca dziecko zostało zabite, a jego matka przez kolejne tygodnie zmagała się z bólem, gorączką, osłabieniem i groźbą zapalenia otrzewnej. W sierpniu 1945 r. została oficjalnie zwolniona z obozu, ale nadal przebywała w szpitalu. Jej gehenna skończyła się w połowie 1947 r., wtedy bowiem prokuratura zdecydowała o zaniechaniu ścigania kobiety.
Bohaterem – w znaczeniu męstwa i heroizmu – drugiej historii jest piętnastoletni w 1945 r. Erwin Więcek z Katowic. Od kwietnia jego matka Joanna z drugą grupą niemieckiej listy narodowej była więziona w obozach w Zgodzie i Libiążu, a Erwin został z dwoma braćmi: lat 14 i półtora roku. Losy ojca, najpewniej wcielonego przymusowo do Wehrmachtu, były do połowy 1946 r. nieznane. Erwin pisał pisma do władz i pytał, co ma zrobić, żeby uniknąć wysiedlenia, bo w Niemczech nikogo nie zna. Po ponad roku trudnej samodzielności skarżył się, że nieliczne pokrewieństwo nie jest się w stanie nimi zajmować, ale jakoś wytrzymali. Powalił ich kolejny cios: usunięcie z mieszkania. „Od tego czasu smykamy się u znajomych i krewnych i cięszko muszę ja do dziś pracować, aby na utrzymanie młodszych braci i na paczki dla matki zarobić” – pisał w czerwcu 1946 r. Do tego matka w obozie ciężko chorowała i chłopak przewidywał, że może niedługo umrzeć. List zakończył wzruszającą deklaracją: „Ja jako najstarszy jestem gotowy w razie gdyby matka nie została zwolniona, za nią iść do Obozu, bo to nie jest życiem, co my prowadzimy”. Pod koniec czerwca 1946 r. Joanna wyszła na wolność, wrócił też z wojny jej mąż. Rodzina została zrehabilitowana, ale jeszcze w 1948 r. szarpała się z władzami o odzyskanie odebranych mebli.
(na podstawie IPN Ka 116/74, IPN Ka 116/6870, Uchwała Sejmu RP z 9 stycznia 2025 r.
w sprawie upamiętnienia 80. rocznicy Tragedii Górnośląskiej – https://orka.sejm.gov.pl/opinie10.nsf/nazwa/922_u/$file/922_u.pdf)






