Nawigacja

Aktualności

Od powstań śląskich po współczesność, katowicki IPN nie ma konkurencji

Polecamy wywiad dr. Jędrzeja Lipskiego w Dzienniku Zachodnim (9 lipca 2021 r.) z dr. Andrzejem Sznajderem, dyrektorem Oddziału Instytut Pamięci Narodowej w Katowicach.

  • Andrzej Sznajder, dyrektor Oddziału IPN w Katowicach.
    Andrzej Sznajder, dyrektor Oddziału IPN w Katowicach.

Instytut Pamięci Narodowej przeżywa czas zmian. Czy te zmiany będą w jakiś sposób wpływały na działalność katowickiego oddziału Instytutu, który zajmuje się badaniami historii regionu najbardziej zaludnionego w Polsce?

Pan ma na myśli zapewne kończącą się kadencję Prezesa Jarosława Szarka i w niedługiej perspektywie objęcie tej funkcji przez nową osobę. Oczywiście każdy z dotychczasowych prezesów Instytutu kładł akcent na jakieś konkretne tematy. Niezależnie jednak od tego, kto tę funkcję pełni, szereg zadań wynika wprost z ustawy o IPN i są one realizowane konsekwentnie od chwili jego powstania. Takim zadaniem jest chociażby przejęcie, uporządkowanie, opracowanie i udostępnianie zasobu archiwalnego Instytutu Pamięci Narodowej, czyli dokumentów wytworzonych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Ten proces jeszcze trwa. Wciąż jeszcze zgłaszają się do nas instytucje, na przykład komendy policji lub sądy, które w swoich magazynach odkryły jeszcze jakieś dokumenty, które powinny były trafić do nas. Kolejnym zadaniem, realizowanym przecież od samego początku przez IPN, jest ściganie zbrodni przeciwko narodowi polskiemu, a więc zarówno zbrodni nazistowskich jak i zbrodni komunistycznych. Takim zadaniem, realizowanym od początku, są oczywiście badania naukowe, przede wszystkim koncentrujące się na aparacie bezpieczeństwa – jego strukturach i metodach działania. Od kilku lat to spektrum zainteresowań badaczy wyraźnie się poszerza bo obejmuje także kwestie związane z funkcjonowaniem partii komunistycznej czyli PPR i PZPR. Z kolei w związku z ostatnią nowelizacją z 2016 roku w polu zainteresowań badawczych znalazła się  także historia okresu międzywojennego, od momentu zakończenia I wojny światowej.  Stąd między innymi zaangażowanie Instytut Pamięci Narodowej i oddziału katowickiego w sprawy związane z historią Powstań Śląskich i Plebiscytu.

W ostatnich latach pamięć o powstaniach śląskich nabrała blasku, innego niż do tej pory charakteru. Dzięki długofalowym działaniom dokonała się zmiana myślenia i spojrzenie na czyn powstańczy Ślązaków. Jaką rolę odegrały tutaj działania Instytutu?

W katowickim oddziale IPN przygotowywaliśmy się do tej sekwencji setnych rocznic - pierwszego, drugiego, trzeciego powstania i powrotu części Górnego Śląska w granice Rzeczypospolitej – bardzo starannie. Za pierwszoplanowy cel uznaliśmy opowiedzenie o tych wydarzeniach nie tylko na Śląsku, ale przede wszystkim poza Śląskiem. Chcemy opowiedzieć o Śląsku całej Polsce i pokazać, że nie były to wydarzenia lokalne i regionalne, ale miały ogromne znaczenie dla całej Polski. Podkreślamy też, że kwestia śląska to była sprawa międzynarodowa, angażująca wielkie mocarstwa, bo kształt granicy polsko-niemieckiej i przynależność państwowa Górnego Śląska, to był element tej konstrukcji, która miała zagwarantować pokój w Europie po pierwszej wojnie światowej. Architekci nowego ładu – przywódcy mocarstw - rozumieli, że jeżeli nie ureguluje się w odpowiedni sposób sprawy Śląska, to nie będzie równowagi gwarantującej Europie spokój. W Instytucie Pamięci Narodowej już od 2018 roku staramy się przypominać ten kontekst ogólnopolski i europejski kwestii śląskiej. Z drugiej strony opisujemy zaangażowanie się społeczeństwa i państwa polskiego w kolejne powstania, w plebiscyt i w akcję propagandową przed plebiscytem. Staramy się opowiedzieć tę historię społeczeństwu polskiemu na różne sposoby. Jednym z nich jest wystawa o powstaniach, która aktualnie jest prezentowana równocześnie w kilkunastu miastach w Polsce, głównie w miastach wojewódzkich, od Szczecina po Rzeszów, od Białegostoku poprzez Wrocław i Poznań, Piotrków Trybunalski i Zakopane. Piętnaście egzemplarzy wystawy o Powstaniach Śląskich w tych miesiącach krąży po Polsce. Za każdym razem też wiąże się to z akcją informacyjną w mediach, szkoleniami dla nauczycieli albo nowym upamiętnieniem, jak na przykład w Białymstoku. W dniu otwarcia naszej wystawy na gmachu podlaskiego urzędu wojewódzkiego została odsłonięta tablica poświęcona Alfonsowi Zgrzebniokowi, który w latach 1934-1936 był wojewodą białostockim. Paradoksalnie, lockdown stworzył warunki do prowadzenia szkoleń dla nauczycieli on-line w całej Polsce – bez konieczności wyjeżdżania z Katowic. We wrześniu odbędzie się szkolenie dla nauczycieli z Małopolski, organizowane we współpracy z tamtejszym ośrodkiem metodycznym.

Od powstań śląskich aż po czasy współczesne to olbrzymi przedział czasowy i sporo jeszcze do zrobienia.... Autonomia Śląska, Deportacje Górnoślązaków...

W dyskusjach na temat autonomii przedwojennego województwa śląskiego wciąż funkcjonują raczej mity niż fakty historyczne. Myślę, że i ten temat znajdzie się także w kręgu zainteresowań badawczych Instytutu Pamięci Narodowej. Jeśli chodzi o wydarzenia po II wojnie światowej, w szczególności historię deportacji mieszkańców Górnego Śląska do Związku Sowieckiego w 1945 roku, to jesteśmy na finiszu unikalnego projektu naukowego, polegającego na policzeniu – z imienia i nazwiska – niemal wszystkich ofiar tej zbrodni. Już jesienią ukaże się potężna publikacja pt. „Księga aresztowanych, internowanych i deportowanych z Górnego Śląska do ZSRR w 1945 roku”. Obejmuje ona biogramy ponad 46 000 osób, które między lutym a kwietniem 1945 roku wywieziono w głąb Związku Sowieckiego na przymusowe roboty. Każdy z biogramów zawiera – oprócz imienia i nazwiska – datę i miejsce urodzenia, miejsca pobytu na terenie Związku Sowieckiego, datę śmierci albo datę powrotu do kraju. Spis jest efektem dziesięciu lat niezwykle żmudnych badań i będzie to swego rodzaju zwieńczenie badań naukowych katowickiego oddziału IPN na temat deportacji.

Są jeszcze prowadzone prace poszukiwawcze... na co dzień się o nich nie wspomina, jak duża jest skala działań poszukiwawczych?

To jest jedno z tych zadań, które od wielu lat IPN realizuje zarówno w ramach śledztw dotyczących zbrodni komunistycznych, jak i w ramach utworzonego w 2016 roku Biura Poszukiwań i Identyfikacji. Jego zadaniem jest poszukiwanie miejsc pochówku żołnierzy i działaczy podziemia antykomunistycznego, wymordowanych po 1944 roku w trakcie walk zbrojnych albo w wyniku procesów sądowych i pochowanych w bezimiennych mogiłach lub dołach śmierci. Tylko przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Katowicach w latach 1946-1955 wydano ok. 260 i wykonano ponad 111 wyroków śmierci. Kilkudziesięciu żołnierzy Zgrupowania Partyzanckiego mjr Henryka Flamego, „Bartka”, zostało podstępnie wymordowanych we wrześniu 1946 r. w ramach operacji o kryptonimie „Lawina” – w Barucie, Starym Grodkowie i Malerzowicach. Na podstawie kwerend archiwalnych, badań terenowych, nierzadko na podstawie relacji ustnych albo poprzez skojarzenie daty wykonania wyroku śmierci z datą pochówku typowane są miejsca, gdzie prawdopodobnie są pochowani. Po ekshumacji i przeprowadzeniu identyfikacji na podstawie porównania kodów DNA szczątków i członków rodzin przywracana jest tym ludziom tożsamość, dobre imię, a potem wreszcie odbywa się godny pochówek z należnymi im honorami i asystą wojskową. Do tej chwili pracownicy katowickiego Biura Poszukiwań i Identyfikacji odnaleźli 35 żołnierzy i działaczy podziemia antykomunistycznego, a 8 z nich udało się zidentyfikować. Dwóch z nich zostało godnie pochowanych, a kolejne ceremonie pogrzebowe odbędą się już niebawem.

Katowicki oddział IPN ma bardzo dobrze oceniane, jedno z najlepszych czasopism popularnonaukowych wydawanych przez Instytut Pamięci Narodowej. To „CzasyPismo”, bo o nim mowa, jest chlubą oddziału.

Ten oryginalny pod wieloma względami półrocznik to pomysł historyków naszego oddziału, a konkretnie Biura Badań Historycznych i kierującego nim prof. Adama Dziuroka. Zauważyli, że oprócz publikacji stricte naukowych, istnieje duże zapotrzebowanie na pismo historyczne popularyzujące wiedzę historyczną dotyczącą Górnego Śląska, w szczególności XX wieku. Istotą pomysłu jest forma zamieszczanych tam tekstów – uwolniona od aparatu naukowego, bardziej przystępna, wychodząca poza zamknięty krąg zawodowych specjalistów. Chodzi też o to, by efekty wieloletnich i żmudnych badań naukowych przełożyć na język zrozumiały również dla szerokiego kręgu odbiorców. W związku z tym na kartach czasopisma znaleźć można zarówno te tematy, które pojawiały się na warsztatach historyków, ale jednocześnie – i to jest dodatkowy walor „CzasyPisma” – staramy się, by miało ono również bardzo atrakcyjną warstwę ikonograficzną. Każdy tekst jest opatrzony bardzo starannie dobraną ikonografią. Swoją specyfikę ma zresztą sam layout „CzasyPisma”. Jest to pomysł na inny sposób przekazywania specjalistycznej wiedzy historycznej. Po drugie, autorami, „CzasyPisma” są nie tylko pracownicy Instytutu, ale zapraszamy do współpracy historyków (i nie tylko historyków) z innych ośrodków, a także z zagranicy.

Katowicki oddział IPN swoją działalnością przywraca pamięć o historii Górnego Śląska i jest jednym z niewielu takich naukowych ośrodków, które badają historię Śląska i Ślązaków i pokazują, popularyzują ją na szerokim forum, ogólnopolskim, a nawet europejskim.

Pracuję w Instytucie 20 lat, i mogę powiedzieć, że jego historycy mają swobodę podejmowania tych tematów nazywanych specyficznie Śląskimi. Mam tu na myśli zarówno historię powojennych komunistycznych obozów pracy, na przykład w Świętochłowicach-Zgodzie, Mysłowicach, Jaworznie. Podobnie, gdy chodzi o deportacje mieszkańców Górnego Śląska w 1945 r. do Związku Sowieckiego, poprzez sprawy dotyczące stosunków państwo-Kościół na terenie Górnego Śląska, a skończywszy na bardzo spektakularnej, w najlepszym tego słowa znaczeniu, historii narodzin i działania NSZZ „Solidarność” i stanu wojennego. W tych wszystkich obszarach zawsze Instytut i oddział katowicki miał zawsze pełną akceptację kierownictwa dla poświęcania tym tematom uwagi, obok tych tematów, które w IPN są realizowane jako projekty ogólnopolskie. To samo dotyczy tego okresu międzywojennego, czy historii powstań śląskich. Przykładem jest chociażby międzynarodowa konferencja naukowa pt. „Plebiscyt górnośląski z 1921 roku – sto lat później. Akt samostanowienia czy geopolityczna rozgrywka?” zorganizowana w czerwcu w Ratingen, we współpracy m.in. z muzeum w Gliwicach i Muzeum Górnośląskim w Ratingen. W konferencji wzięło udział ponad 30 historyków z Polski, Niemiec, Austrii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii i była to ciekawa wymiana poglądów i jednocześnie okazja do nawiązania kontaktów. Swoboda prowadzenia badań leży u podstaw wielu znakomitych publikacji, jak na przykład biografia Henryka Sławika, która powstała w reakcji na społeczną potrzebę opowiedzenia historii tej postaci, a jeszcze 10 lat temu Henryk Sławik był postacią kompletnie zapomnianą. Dzisiaj jego historię opowiadamy całej Polsce zarówno za pomocą znakomitej książki dr. Tomasz Kurpierza, jak i za pomocą filmu dokumentalnego, który powstał w koprodukcji IPN i TVP.

Katowicki oddział właściwie wypełnił taką lukę w świecie naukowym i popularnonaukowym tu, na Śląsku. Nie było takiego Instytutu, który badał i prezentował taką lokalną, regionalną historię.

Były, a nawet są takie instytucje. W przeszłości – w latach 1957-1992 – istniał przecież w Katowicach Śląski Instytut Naukowy. Zajmował się badaniem historii, folklorystyki, kultury oraz zjawisk społeczno-ekonomicznych. Od 1957 roku do dziś działa w Opolu, jako spadkobierca istniejącego przed II wojną światową, Instytut Śląski. W ostatnich latach współpracujemy z nim bardzo owocnie. W szerszej skali jednak IPN w badaniach naukowych dotyczących XX wieku właściwie nie ma konkurencji. Dla zobrazowania – w ciągu 20 lat istnienia oddział katowicki IPN wydał ponad 220 publikacji naukowych i popularnonaukowych. I nie wynika to bynajmniej z chęci zmonopolizowania tej dziedziny przez IPN, czy utrudniania innym historykom dostępu do zasobu archiwalnego. Nieustannie zapraszamy do współpracy historyków z innych ośrodków badawczych, przede wszystkim uczelni wyższych, do prowadzenia badań, udziału w konferencjach i publikowania w naszych wydawnictwach.

Skąd się ta niechęć bierze?

Nie rozumiem tego ani tym bardziej nie umiem wytłumaczyć, z czego bierze się niechęć w podejmowaniu badań nad historią PRL w wielu katedrach uniwersyteckich. Tak samo, jak nie potrafię zrozumieć, dlaczego do tej chwili nie powstała na przykład rzetelna biografia Edwarda Gierka, bo przecież argument, że są utrudnienia w dostępie do zasobów archiwalnych, jest od dawna nieaktualny. Archiwalia po Komitecie Wojewódzkim PZPR w Katowicach znajdują się w sąsiadującym z IPN Archiwum Państwowym. Po trzydziestu latach od likwidacji PZPR nasi historycy, którzy do tych dokumentów zaglądają, w tzw. metryczkach dokumentujących kto i kiedy z nich korzysta, wpisują się często jako pierwsi.  Nie jestem bezkrytyczny wobec dorobku IPN, ale jego znaczenie można sobie uzmysłowić, odpowiadając na pytanie, czego nie wiedzielibyśmy do dzisiaj, gdyby Instytut Pamięci Narodowej nie powstał. Z pewnością nie byłaby opisana historia „Solidarności” w latach 80., a już na pewno nie na miarę takich monografii, jak 6-tomowa „NSZZ Solidarność 1980-1989”, czy 4-tomowa „Encyklopedia Solidarności”. Nie zostałaby opisana historia podziemia antykomunistycznego, na przykład tak, jak to zrobili autorzy wznowionego niedawno „Atlasu polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956”. Niewiele umielibyśmy powiedzieć o Polakach ratujących Żydów, o zrywach wolnościowych Polaków w latach 1956, 1970, 1976, o represjach wobec duchowieństwa w okresie PRL. Tematy można mnożyć…

Działalność pracowników naukowych katowickiego oddziału IPN to powód do dumy?

Osobiście mogę powiedzieć, że mam wielką satysfakcję z tych dwudziestu lat pracy w IPN i jego dorobku. Myślę, że podobnie odpowiedzieliby na to pytanie pracownicy. Potwierdzeniem tego jest na pewno stabilność kadry, która tu pracuje i stopień, w jakim pracownicy utożsamiają się ze swoją instytucją.

Wywiad na stronie DziennikZachodni.pl

 

do góry