Dzisiejsza „Migawka archiwalna” będzie tylko dla pełnoletnich Czytelników. Mowa będzie bowiem o produkcie, którego w Polsce nie wolno reklamować i o melinie alkoholowej – wyjątkowej, bo działającej prężnie w Komendzie Miejskiej MO w Tychach.
W czasie stanu wojennego wprowadzono najpierw zakaz, a później ścisłą reglamentację sprzedaży alkoholu. Ludzie radzili sobie jak mogli, a ci, którzy mogli więcej – radzili sobie lepiej. Funkcjonariuszom z Tychów udało się załatwić oficjalne zaopatrzenie milicyjnego kasyna w alkohol (głównie wódkę), którego część przewożono na komendę, gdzie był sprzedawany przez kierownika referatu gospodarczego, kaprala Janusza Janko. Z zeznań, które złożył w późniejszym dochodzeniu, wyłania się obraz dobrze zorganizowanego biznesu.
Transport odbywał się przeciętnie raz na 7–10 dni i przyjeżdżało wtedy 1000–1500 butelek. Kapral-biznesmen sprzedawał „w nieograniczonych ilościach na osobę”, a „przeważnie kupywali funkcjonariusze po ok. 10 butelek ½ litra wódki czystej”. W ten sposób interes działał do kwietnia 1982 r.; sprzedaż indywidualna zabierała po prostu zbyt dużo czasu, więc kierownik rozpoczął nowy etap – „sprzedaż alkoholu na wydziały”. Po alkohol przychodził przedstawiciel danego pionu i rozprowadzał go wśród kolegów, na przykład, przeciętnie: dochodzeniówka – 105–120 butelek, kryminalni – 90–105, drogówka – 120–150, prewencja – 60, pluton patrolowy – 150, dzielnicowi – 105–120, kierownictwo KM MO w Tychach – 20–30, wydziały SB – 150–200. Wódka szła też do posterunków i komisariatów w terenie, do komendy wojewódzkiej („funkcjonariusze wszystkich wydziałów, których imienia nie znam w pokaźnych ilościach”; „Służba Bezpieczeństwa KW MO Katowice pobierała alkohol w pokaźnych ilościach”), komendy rejonowej Straży Pożarnej w Tychach, Wojskowej Komendy Uzupełnień w Tychach, kierownictwa tyskiej PZPR, prezydenta miasta, prokuratury rejonowej czy dyrekcji KWK „Piast”, a także innych instytucji i przedsiębiorstw. Wszyscy w komendzie – z kierownictwem na czele – wiedzieli o procederze, zaś szeregowi milicjanci pomagali przy transporcie i rozładunku.
Kupiony alkohol służył nie tylko do konsumpcji; był też walutą. Milicjanci też przecież ludzie: „jeden buduje altanę i potrzebne mu jest to do załatwienia materiałów”, „inni funkcjonariusze […] mieli do załatwienia różne osobiste sprawy”. Główny menedżer, czyli kapral Janko, czuł się wręcz pokrzywdzony późniejszymi zarzutami dyscyplinarnymi: przecież „funkcjonariusze MO domagali się sprowadzania alkoholu do komendy”, „nikt się nie skarżył”, a do tego „sprzedaż prowadziłem aby tylko zadowolić współpracowników, mimo że to było dodatkowym obciążeniem dla mnie i odpowiedzialnością finansową”.
Nie wiadomo, co się stało, że w czerwcu 1982 r. interes nagle padł. W połowie miesiąca tyski komendant ppłk Karol Bratek polecił „jak najszybciej rozsprzedać alkohol, który jeszcze znajdował się w magazynie w komendzie i zaprzestać jakiegokolwiek sprowadzania alkoholu do komendy” – a tymczasem pod koniec maja ten sam komendant zarządził, „abyśmy w związku ze spodziewaną podwyżką cen alkoholu ściągnęli jeszcze do komendy pewną jego ilość, aby funkcjonariusze mieli możliwość zaopatrzenia się w wódkę po starej cenie”.
W trakcie prowadzonej latem 1982 r. kontroli prawie każdy wyrzekał się znajomości z funkcjonariuszami z Tychów, szczególnie zaś pracownicy komendy wojewódzkiej. Wygląda jednak na to, że było tak, jak to przedstawił kierownik Janko w swoich zeznaniach i w sprawę „umoczonych” było wielu funkcjonariuszy, także tych na kierowniczych stanowiskach. Świadczy o tym bardzo szybkie zakończenie postępowania, bardzo ogólnikowe jego podsumowanie i bardzo symboliczne kary: zwrócenie ostrej uwagi, i to raptem kilku osobom – często funkcjonariuszom zatrudnionym jako kierowcy w poszczególnych wydziałach KW MO. Jedynie komendant Bratek, przynajmniej jeden jego zastępca i sam Janko pożegnali się ze służbą.
(na podstawie IPN Ka 889/8)
-
Informacja zastępcy naczelnika Wydziału Kadr dot. postępowania dyscyplinarnego w sprawie sprzedaży alkoholu w KM MO w Tychach, 28 VII 1982 (IPN Ka 889/8) -
Oświadczenie jednego z kierowców jeżdżących dla Wydz. Paszportów (J. Janko w zeznaniach wskazał, że kierowca tego wydziału przyjeżdżał dwa razy w tygodniu i brał 45–60 butelek, IPN Ka 889/8) -
Oświadczenie innego kierowcy z Wydz. Paszportów, nieco sprzeczne z zeznaniami J. Janko (IPN Ka 889/9) -
Oświadczenie Kazimierza Żółtanka, magazyniera Wydz. Gospodarki Materiałowo-Technicznej. Według J. Janko sam zawoził Żółtankowi alkohol do magazynu, jednorazowo 15–30 butelek (IPN Ka 889/8) -
Oświadczenie funkcjonariusza Ruchu Drogowego w sprawie zakupu alkoholu (IPN Ka 889/8) -
Oświadczenie mjr. Czyloka, dyżurnego Wojewódzkiego Stanowiska Kierowania; według J. Janko stawił się po zakupy cztery lub pięć razy i wziął po około 20 butelek każdorazowo (IPN Ka 889/8) -
Z zakupów musiał się tłumaczyć nawet płk Kazimierz Wilczyński, dowódca ZOMO i pacyfikator śląskich kopalni w grudniu 1981 r., człowiek, który na rękach ma krew zamordowanych górników. Oczywiście zaprzeczył, że kupował w Tychach wódkę, ale Janko zeznał, że dwa lub trzy razy nabył po pięć flaszek (IPN Ka 889/8) -
Pismo naczelnika Wydz. Kadr do Komitetu Zakładowego PZPR KW MO w Katowicach w sprawie sytuacji w KM MO w Tychach, 17 VIII 1982 r. (IPN Ka 889/8) -
Wzór pisma naczelnika Wydz. Kadr w sprawie przypomnienia przepisów dot. zakazu sprzedaży i spożywania alkoholu w pomieszczeniach służbowych, 17 VIII 1982 r. (IPN Ka 889/8)