• Youtube
  • Facebook
  • Szukaj

Muzeum po staremu

16.03.2026

Przyzwyczajeni do nowoczesnych, multimedialnych muzeów zapominamy coraz prędzej o placówkach, które zwiedzało się w dwóch niepasujących do siebie rozmiarem papuciach, w których obok eksponatów wisiały tabliczki z napisem „nie dotykać eksponatów” i gdzie na gości w każdym pomieszczeniu czyhała osoba z obsługi. „Migawka archiwalna” wybiera się dziś do takiego miejsca i zaprasza wszystkich chętnych do podróży w czasie.

Zwiedzać będziemy Muzeum Okręgowe w Bielsku-Białej z końca lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (dziś to Muzeum Historyczne), a to dzięki „uprzejmości” Służby Bezpieczeństwa. W marcu 1987 r. funkcjonariusze wszczęli bowiem sprawę o kryptonimie „Kornik”: powodem było podejrzenie niewłaściwego traktowania eksponatów w muzeum i ich niszczenie, brak właściwego nadzoru i nawet możliwość kradzieży zbiorów. Sama sprawa nie jest może nazbyt porywająca, ale przypomina, jak niedofinansowane były w PRL instytucje kultury i jak niedoceniani ich pracownicy. Zdjęcia, które przy tej okazji zrobiono, pokazują nam muzeum, jakiego nie znamy (i jakiego, miejmy nadzieję, nigdzie już nie ma).

W toku rozpracowania SB potwierdziła pewne nieprawidłowości dotyczące nabywania muzealiów, na przykład dość dziwny zakup „wazy nieustalonego bliżej pochodzenia od NN celnika z Cieszyna za kwotę 300 tys. zł.” Zauważono również, że „eksponaty przechowywane są w sposób sprzeczny z jakimikolwiek zasadami składowania. Poszczególne obrazy ciasno stłoczone sklejają się wzajemnie zewnętrzną częścią płócien, co przy dużym zawilgoceniu pomieszczeń powoduje ich mechaniczne niszczenie. Stare stylowe meble […] rozpadają się na skutek postępujących ubytków spowodowanych przez korniki.” Stwierdzono też niedociągnięcia w dziedzinie inwentaryzacji oraz w systemie zabezpieczeń antywłamaniowych. Nie dało się także ukryć powodów złej atmosfery pracy w muzeum: niewystarczające kwalifikacje, brak etatów, „brak poszanowania moralnego i finansowego pracowników z długoletnim stażem pracy”, brak pomysłu na zabezpieczenie i ekspozycję zbiorów. Siedziba, czyli zamek Sułkowskich, była w tak złym stanie, że „część sal muzeum zamknięto przed zwiedzającymi z uwagi na zagrożenie wypadkiem”, zaś „przestarzała instalacja elektryczna stwarza niebezpieczeństwo pożaru”.

Dyrekcji i pracownikom nie udowodniono żadnych nadużyć wymagających interwencji prokuratury, wobec czego sprawę „Kornik” zakończono po roku, w marcu 1988 r. Jedynym adresatem ustaleń SB zostały „władze polityczno-administracyjne województwa”.

(na podstawie IPN Ka 047/1917)

do góry