• Youtube
  • Facebook
  • Szukaj

Niechęć wobec „pomników wdzięczności“

24.11.2025

W ostatnich latach staraniem IPN i władz samorządowych zlikwidowano niemało straszących jeszcze tu i ówdzie obiektów propagandowych wzniesionych przez komunistów ku czci sowieckiej armii. Niechęć – rozmaicie motywowaną – do tych monumentów wyrażano na różne sposoby także w czasie istnienia PRL, wywołując gorączkowe reakcje MO i SB i ryzykując nawet utratę wolności. O kilku takich przypadkach chcemy opowiedzieć dziś w „Migawce archiwalnej”.

23 września 1984 r. nieznany sprawca oblał czerwoną farbą pomnik „Wdzięczności armii radzieckiej” przy ulicy Zamkowej w Cieszynie i zdemontował tablicę pamiątkową, którą również pomazał farbą, ale turkusową. Na cokole namalował trupią czaszkę i dopisał litery „SS”. Okazało się, że czynu tego dokonał nieletni „w związku z obchodzonymi urodzinami, gdzie pod nieobecność rodziców wraz z kolegami […] i dwiema koleżankami (wszyscy nieletni) spożywali napoje alkoholowe”. Rozwiązanie nie było zatem przesadnie skomplikowane, ale i tak, mimo zastosowania wielu operacyjnych metod (przede wszystkim rozpytywania informatorów i tajnych współpracowników) odkrycie prawdy zajęło prawie dwa miesiące. Sprawa trafiła do cieszyńskiego sądu, ale jej finał nie jest znany. Pomnik za to obrał sobie za cel kolejny „zamachowiec” i nocą z 26 na 27 czerwca 1985 r. oblał tablicę pamiątkową i cokół „środkiem kryjącym koloru ciemnego”. Wszystkie procedury ruszyły od nowa: oględziny, zdjęcia, rozpytanie świadków – i na początku sierpnia ujęto winnego. Okazało się, że to malarz z Cieszyna, sfrustrowany kłopotami rodzinnymi i mieszkaniowymi, zlekceważony przez miejskie władze; mężczyzna wzmocniony nieco winem wylał swoje frustracje (i farbę) na pomnik. Odwołał później swoje zeznania w tej sprawie jako wymuszone i twierdził, że został zastraszony na komisariacie, jednak Sąd Rejonowy w Cieszynie skazał do w październiku 1985 r. na rok więzienia.

Karę półtora roku pozbawienia wolności usłyszał także młody sprawca uszkodzenia pomnika „wdzięczności żołnierzom Armii Czerwonej” w Knurowie przy ul. Dworcowej, który w sierpniu 1986 r. zerwał z monumentu symbol sierpa i młota. Dwudziestolatek był już recydywistą po tym, jak w lutym 1985 r. wraz z kolegą dokonał tego samego czynu wobec tego samego pomnika; odsiedział za to 10 miesięcy. Według SB motywem jego działania była „przesadna nienawiść do Związku Radzieckiego i wszystkiego, co się wiąże z tym krajem”, ale z pewnością niemały wpływ na dokonane czyny miał wypity wcześniej alkohol.

W sierpniu 1968 r. w miejscowości Dobieszowice w powiecie będzińskim zniszczono dwa pomniki ku czci żołnierzy sowieckich. SB natychmiast skojarzyła to z napaścią wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, choć brała też pod uwagę, że sprawcami były „elementy chuligańsko-warcholskie”. Prawda okazała się w części dużo bardziej banalna: jeden z pomników został zniszczony nieumyślnie przez parę nastolatków: młodzi oparli się o pomnik, a ten… się przewrócił. Tutaj skończyło się na pouczeniu, natomiast sprawcy zniszczenia drugiego monumentu pozostali niewykryci, ale sądząc po fotografiach obrazujących zniszczenia, działali jak najbardziej umyślnie.

Kolejni niewdzięcznicy objawili się w Rybniku i zbezcześcili pomnik „wdzięczności armii radzieckiej” przy ul. Rudzkiej pod koniec maja 1981 r., spryskując go z jednorazowych strzykawek białym lakierem i zrywając pięcioramienną gwiazdę. Podejrzane było pół Rybnika, włącznie z honorowymi krwiodawcami (na miejscu zabezpieczono ślady krwi i przez stację krwiodawstwa szukano osoby z grupą AB), ale winnych nie odnaleziono.

Największą niewdzięczność okazano jednak pomnikowi „wdzięczności żołnierzom armii radzieckiej” przy Placu Wolności w Mysłowicach, który próbowano wysadzić w środku stanu wojennego, krótko po północy 13 maja 1982 r. Eksplozja wybiła szyby w 38 okolicznych oknach, ale pomnik trzymał się jak nie przymierzając Jaruzelski władzy: uszkodzony został jedynie cokół i fragment jednej z rzeźb. Funkcjonariusze MO i SB ruszyli do wzmożonej pracy (komendant wojewódzki MO powołał grupę operacyjno-śledczą), podejrzewając głównie członków KPN, zwolnionych internowanych, kryminalistów, terrorystów i wojskowych. Dochodzenie trwało ponad dwa lata i zakończyło się porażką śledczych. Ustalono co prawda użyty materiał wybuchowy (amonit skalny lub dynamit), sposób odpalenia (elektrycznie, bateria), fakt sterowania zegarem, przesłuchano wiele osób, rozpytywano dzielnicowych i tajnych współpracowników, sprawdzano pracowników kopalni, zidentyfikowano teczkę, w jakiej umieszczony był ładunek, analizowano podobne sprawy – ale wszystko to nie naprowadziło na ślad sprawców.

Po niespełna dekadzie od ostatniej historii rozpoczął się proces legalnego usuwania tego typu straszydeł, które – o zgrozo – znajdują jeszcze i dziś swoich obrońców.

(na podstawie IPN Ka 047/1375, IPN Ka 725/1, IPN Ka 048/418,

IPN Ka 014/487, IPN Ka 048/1821, t. 1–2, IPN Ka 048/1310)

do góry