• Youtube
  • Facebook
  • Szukaj

Antywyborcze eksplozje

27.10.2025

Poniedziałek 11 czerwca 1984 roku był w Katowicach dość chłodny i pochmurny. Przed godziną 15 w centrum jak zwykle robiło się coraz tłoczniej i wtedy na placu przed dworcem PKP (obok nieistniejącej już estakady) oraz w miejscu, gdzie ul. 3 Maja łączy się z Rynkiem, eksplodowały trzy kosze na śmieci. Na miejsce od razu udały się służby (a po latach również „Migawka archiwalna”) i oto, co ustalono:

W koszach złożono ładunki wybuchowe, które w wyniku detonacji rozrzuciły setki antypaństwowych ulotek. Według świadków huk był potężny, a „strumień wyrzuconych w górę ulotek sięgał prawie wysokości Skarbka. Ulotki upadały w dół w kształcie grzyba”, a przechodnie rzucili się, aby je zbierać. W kolejnych sześciu koszach w rejonie ul. 3 Maja znaleziono dalsze niewybuchy, które rozbrojono. W wyniku jednej z eksplozji ucierpiała przechodząca obok kosza emerytka z Piotrowic, która doznała obrażeń wzroku i słuchu. Zaczęto szukać autora i/lub kolportera ulotek oraz wykonawcy domowych bomb, SB powołała specjalną grupę operacyjno-śledczą, a prokuratura wojewódzka wszczęła śledztwo w sprawie bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia przechodniów oraz rozpowszechniania ulotek „o treści lżącej i poniżającej ustrój i naczelne organy PRL”. Treść ulotek była antywyborcza i miała zachęcić odbiorców do rezygnacji z udziału w wyborach do rad narodowych, jakie były zaplanowane na 17 czerwca.

Same ładunki były dość proste: tlenek aluminium i nadmanganian potasu w rurach PCV (średnica 10 cm, długość – ok. 20 cm) plus płaska bateria 4,5 V oraz kondensator. Do każdego dołączonych było dużo (kilkaset) ulotek o wymiarach 7 na 10 cm, a wszystko zapakowane w zwykłe szare koperty biurowe. Tlenek i nadmanganian były stosunkowo łatwo dostępne, służyły bowiem do doświadczeń w szkolnych pracowniach chemicznych.

Choć w sprawie pojawili się zatrzymani, wykorzystano ekspertów z Biura Kryminalistyki Komendy Głównej MO oraz informacje od tajnych współpracowników, wykonywano portrety pamięciowe podejrzanych, to jednak nie udało się służbom ustalić sprawcy. Przeszkodą okazały się: zaludnione miejsce (które pozwoliło wmieszać się w tłum), bliskość dworca (możliwość szybkiego oddalenia się) i brak świadków – mimo tłumu przechodniów. W kwietniu 1985 r., po prawie roku bezskutecznych działań, sprawę zakończono i akta złożono do archiwum.

Na nasze szczęście miejsca zdarzenia zostały sfotografowane przez milicyjnych techników i dlatego dziś możemy cieszyć się widokiem miejsc, jakich na mapie Katowic już nie ma – jak choćby estakady przez kolejowym dworcem.

(na podstawie IPN Ka 048/1954)

do góry