• Youtube
  • Facebook
  • Szukaj

Komunistyczne kłamstwo o Katyniu

14.04.2025

W kwietniu tego roku mija 85 lat od Zbrodni Katyńskiej. Rana, którą wówczas Polakom zadano jątrzy się do dzisiaj, a w okresie PRL dodatkowym cierpieniem był zakaz mówienia prawdy o tym ludobójstwie. Chcemy dziś w „Migawce archiwalnej” przedstawić kilka przykładów traktowania osób, które odważyły się nie milczeć w tej sprawie. Do tekstu dołączamy też kilka zdjęć z manifestacji upamiętniającej ofiary Zbrodni Katyńskiej, jaka została zorganizowana w Katowicach w kwietniu 1981 r.

Zaraz po wojnie UB w Częstochowie rozpracowywało Kazimierza Sikorę, przedwojennego PPS-owca, który dobrze rozumiał różnicę między PPS a PPR i z tym drugim nie chciał mieć nic wspólnego. Z jego inspiracji koledzy z pracy na kolei w 1946 r. zignorowali pochód z okazji pierwszej rocznicy zakończenia wojny, a wzięli udział w świętowaniu 3 maja. Po tym wydarzeniu Sikora był obserwowany przez UB, a jesienią 1950 r. w trakcie rewizji w jego domu znaleziono różne „wrogie” materiały, w tym o Katyniu. Sikora spędził w areszcie pół roku, a potem został skazany na pół roku pozbawienia wolności rzekomo za przechowywanie dokumentów, stanowiących tajemnicę służbową. Inwigilowano go potem aż do 1955 r.

Obchody Millenium Polski pchnęły z kolei do zbrodni Józefa Lorenza z Katowic. Mężczyzna nie dość, że wysyłał listy do Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki z informacjami o sytuacji w Polsce, to jeszcze sporządził i przechowywał w domu 180 ulotek na temat Zbrodni Katyńskiej. Lorenz został zatrzymany w październiku 1966 r., a jego sprawa przekierowana do wymiaru „sprawiedliwości” w Krakowie, bo okazało się, że tam zdążył on rozkolportować kilkanaście ulotek.

W maju 1954 r. w Bytomiu aresztowano Tadeusza Kołomyjskiego za „wrogą propagandę” w sprawie Katynia. Tak jak w sprawie Sikory (i w wielu innych prowadzonych przez UB z różnych miast), tak i tutaj podstawą do wszczęcia dochodzenia były doniesienia kolegów z pracy, którzy alarmowali o zasłyszanych wypowiedziach. Kołomyjski tymczasem wiedział, co mówi, bo zakosztował sowieckiego raju, gdy w 1939 r. po podróży w bydlęcym wagonie wylądował w obozie pracy w głębi ZSRS (ubecy ujęli to w opisie sprawy tak: gdy na tereny wschodnie Polski weszła armia radziecka „po krótkim czasie wyjechał w głąb ZSRR i pracował w gospodarstwie rolnym do 1942 r.”). Z głodu jadł żaby i każdego dnia oglądał śmierć, a żeby uciec wraz z armią Andersa sfałszował dokument z datą urodzenia (nie był już poborowym). Miał szczęście, bo poza aresztowaniem i nastraszeniem nie spotkała go represja w postaci wyroku sądowego.

Żadne represje, kary ani systemowe nachalne kłamstwo nie były w stanie zagłuszyć przez 50 lat prawdy o Zbrodni Katyńskiej. Z doświadczenia ze spotkań ze współczesną młodzieżą wynika też, że ten wątek najnowszej historii Polski jest młodym ludziom dobrze znany i traktowany z należną mu powagą. Ponieważ jednak nigdy dość przypominania o złu komunizmu, zwłaszcza w jego bolszewickim wydaniu, „Migawka archiwalna” kolejny raz wraca do tematyki Katynia, proponując tym razem inną jego odsłonę.

(na podstawie IPN Ka 238/3586, IPN Ka 02/1407, IPN Ka 230/4067, 

IPN Ka 06/1075, IPN Ka 04/2397, IPN Ka 023/424)

do góry