• Youtube
  • Facebook
  • Szukaj

Działania SB wobec Kazimierza Świtonia i jego rodziny

09.12.2024

W ubiegłym tygodniu, 4 grudnia, minęła 10. rocznica śmierci Kazimierza Świtonia, założyciela pierwszych Wolnych Związków Zawodowych, zasłużonego i bardzo ciężko doświadczonego przez komunistów działacza opozycyjnego. Jego postawie i działalności poświęcono już wiele uwagi, a tej „Migawce archiwalnej” chcemy pokazać, jak komuniści i esbecy manipulowali w jego sprawie opinią publiczną i jak niewiarygodne świństwa wyrządzali niewinnym przecież członkom jego rodziny.

Po tym, jak Świtoń w 1977 r. wziął udział w Warszawie w głodówce w obronie robotników i podjął współpracę z ROPCziO, władze postanowiły pozbawić go pracy (a Świtoń sam utrzymywał siebie, żonę i szóstkę dzieci). Działacz od lat prowadził warsztat naprawy telewizorów, pracy miał w bród, a klienci byli zadowoleni. Esbecy zlecili zatem wybranym tajnym współpracownikom, aby ci pisali zmyślone skargi do prasy i różnych instytucji na rzekomo niską jakość prowadzonych przez opozycjonistę usług. W rezultacie Cech Rzemiosł Różnych, Izba Rzemieślnicza oraz Urząd Miasta w Katowicach pozbawili Świtonia prawa do prowadzenia warsztatu. Kolejnym działaniem było pouczenie ewentualnych pracodawców (np. prezesa Wojewódzkiej Spółdzielni Pracy Mechaników „Elektromet”, aby nie przyjmowali bezrobotnego Świtonia do pracy. Wcześniej, zanim odebrano Świtoniowi warsztat, prezes Cechu Rzemiosł, niejaki Ganderski/Gandorski, zapewniał w rozmowie z funkcjonariuszami Czopem i Pałasińskim, że Świtoń „nie zda egzaminu mistrzowskiego”.

Po założeniu Wolnych Związków Zawodowych w lutym 1978 r. nękanie rodziny Świtoniów tylko się wzmogło. Wulgaryzmy i kłamstwa wypisywane na ich temat w okolicy ich domu, głuche telefony, „anonimowe” telefony z wyzwiskami, okresowe wyłączanie telefonu, zgłaszanie nieprawdziwych zamówień na naprawę telewizorów – tak wyglądała ich codzienność. Za przekroczenie dozwolonej prędkości Kazimierzowi odebrano prawo jazdy na rok i postanowiono zadbać, aby po upływie tego czasu uprawnień nie odzyskał, a także, aby nikt z rodziny prawa jazdy nie zrobił.

W końcu esbecy postanowili zaatakować synów i córki Świtonia.

W lipcu 1977 r. Benedykt Świtoń próbował dostać się na fizykę na Uniwersytecie Śląskim: funkcjonariusz SB Piotr Zając z dumą pisał, że „w wyniku naszego operacyjnego działania […] nie został dopuszczony do egzaminów ustnych”.

W listopadzie 1979 r. Jan Świtoń został ukarany grzywną 5 tysięcy zł za noszenie kurtki-bluzy w kolorach przypominających wojskowe moro. Kolegium do spraw Wykroczeń uznało – oczywiście bezzasadnie – że to część umundurowania (!), za którego „bezprawne” noszenie należy ukarać finansowo.

Podłością nie do opisania było natomiast to, co esbecy zrobili starszej z córek Świtonia, Ewie. W maju 1979 r. dziewczyna zdawała maturę. Egzaminy pisemne z polskiego i matematyki zdała, więc ppor. Zając zasugerował dyrektorowi jej liceum, aby oblać ją na ustnych. Człowiek ten zdradził swoją uczennicę i zgodził się, że choć Ewa jest dobrą uczennicą, to w przypadku wylosowania „trudniejszych” pytań ustne egzaminy z biologii i propedeutyki nauki o społeczeństwie może oblać. Co też się stało.

Dodajmy, że podobne działania podjęto wobec młodszej córki, Małgosi: w 1980 r. chciała zdawać do Liceum Ekonomicznego w Katowicach, ale ppor. Kubień wraz z wicekuratorem Rauszerem i dyrektorem szkoły postanowili do tego nie dopuścić (w aktach brak informacji o finale całej sprawy).

Warto wiedzieć i pamiętać o tym wszystkim, zwłaszcza w czasie, gdy byli esbecy dożywają w spokoju i dostatku swoich dni, gardłując w obronie swoich emerytur, jakie rzekomo wypracowali służąc Polsce…

(na podstawie m.in. SOR „Emisariusz” – IPN Ka 048/916, t. 1–34 oraz artykułu Moniki Kobylańskiej oraz Przemysława Miśkiewicza „Najniebezpieczniejsza rodzina na Śląsku” https://wiadomosci.onet.pl/kiosk/najniebezpieczniejsza-rodzina-na-slasku/4c612

do góry