Instytut Pamięci Narodowej - Katowice

https://katowice.ipn.gov.pl/pl3/aktualnosci/229107,Polacy-na-frontach-II-wojny-swiatowej.html
27.02.2026, 09:19

Polacy na frontach II wojny światowej

02.09.2025

Trudno mówić o II wojnie światowej tak, żeby uniknąć truizmów, sloganów, ogólników czy patosu. Mierząc się z tym niełatwym zadaniem chcemy w „Migawce archiwalnej” przedstawić jeden z niezliczonych wątków, przez które można opowiadać wojenne historie: losy polskich żołnierzy, walczących o wyzwolenie ojczyzny jak świat długi i szeroki. Pomogą nam w tym pamiątki po dwóch żołnierzach, Janie Chrzanowskim i Ryszardzie Szkubaczu, ofiarowane przez ich rodziny do Oddziałowego Archiwum IPN w Katowicach w ramach projektu Archiwum Pełne Pamięci.

Jan Chrzanowski (urodzony w Częstochowie w 1899 r.) był zawodowym podoficerem i w dwudziestoleciu międzywojennym służył w Korpusie Ochrony Pogranicza w Husiatynie i Kopyczyńcach (b. woj. tarnopolskie). W sierpniu 1939 r. batalion KOP w Kopyczyńcach sformował III batalion 165 pułku piechoty i wszedł w skład 36 rezerwowej Dywizji Piechoty, biorącej udział w obronie południowo-wschodniej granicy państwa po agresji ZSRR na Polskę. Nie wiemy, co działo się z Chrzanowskim przez kilka miesięcy po 17 września 1939 r.; odnajdujemy go w 1940 r. w Rumunii, skąd przedostał się przez Grecję na Bliski Wschód (Jerozolima, Irak, Syria, Palestyna, Egipt) i przeszedł szlak bojowy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Z Włoch wyjechał w 1945 r. do Wielkiej Brytanii. Po II wojnie światowej odnalazł swoją żonę i syna, którzy mieli wiele szczęścia, że dotrwali żywi do jej końca. Najpierw ukrywali się przed NKWD wielokrotnie zmieniając miejsce zamieszkania, w końcu wrócili do Husiatyna, gdzie znów zagrożeniem były bandy UPA. Ostatecznie oboje wyjechali na zachód w czerwcu 1945 r. i osiedlili się w Bytomiu. Sam Jan Chrzanowski w wyniku doświadczeń wojennych oraz dolegliwości zdrowotnych zmarł na przełomie 1951 i 1952 r., w wieku niespełna 53 lat.

Ryszard Szkubacz z kolei pochodził ze śląskiej, powstańczej rodziny. Urodził się w 1916 r. w Zabrzu, ale po plebiscycie i Powstaniach Śląskich (we wszystkich uczestniczył jego ojciec, Jan) rodzina Szkubaczów przeniosła się do Lipin Śląskich (obecnie dzielnica Świętochłowic). Od maja 1939 r. Ryszard odbywał zasadniczą służbę wojskową w 75 Pułku Piechoty w Paruszowcu koło Rybnika, a we wrześniu brał udział w walkach w okolicy Pszczyny i Kobióra. 21 września 1939 r. z żołnierzami pułku przekroczył granicę polsko-węgierską i został internowany w obozie w Mosonmagyaróvár, a po kilku tygodniach przeniesiony do obozu w Kisbodak. W kwietniu 1940 r. uciekł i przedostał się przez Jugosławię do Grecji, skąd w maju 1940 r. wypłynął do Bejrutu. Jako ochotnik zgłosił się do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. W latach 1941–1942 brał udział w walkach o Tobruk oraz w bitwie pod Gazalą. W czerwcu 1942 r. ukończył kurs podoficerski, a w sierpniu otrzymał awans na stopień kaprala. Po utworzeniu 3 Dywizji Strzelców Karpackich został przydzielony do 3 Kompanii 2 Batalionu 1 Brygady 3 DSK. Walczył z Niemcami we Włoszech, m.in. na umocnieniach wzdłuż rzek Sangro i Rapido. Zginął podczas pierwszego szturmu na klasztor na Monte Cassino, 12 maja 1944 r. W 1945 r. jego ciało zostało przeniesione z tymczasowego cmentarza w Aquatondata na Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino.

Losy tych i innych dzielnych ludzi dopowiedzą fotografie z wojennych szlaków, które dołączamy do „Migawki”. Po Ryszardzie Szkubaczu zostały też listy pisane do domu z internowania na Węgrzech. Ryszard pisze o smutnych świętach Bożego Narodzenia („Wzruszający to był moment, bo chłopy jak dęby, a płakali jak dzieci” podczas łamania opłatkiem). Wspomina nieraz „wyborową kuchnię” swojej mamy i na przyszłość już doprasza się swoich ulubionych potraw – „Będziesz mi musiała, jak będziemy znów razem, nadrobić”. Opisuje swoim bliskim codzienne życie w obozie: że poczta chodzi „faronym kulawo” (bardzo powoli); że jedną parę bielizny wyprał do szczętu, tak że zostały same dziury (ale się nie martwi, bo ma drugą, letnią); że monotonię izolacji i zimy internowani zabijają grając w karty albo śpiewając; że tytoń marny; że tęskni za „porządnym familienszkatem”, bo w obozie prawie nikt nie potrafi grać. Przed przykrymi rozmyślaniami bronił się Ryszard dobrym humorem i postanowieniem, aby się „sztram” trzymać (twardo, na baczność). Prosił bliskich o częste listy, bo one są dla niego „niby opium dla narkomana” i wierzył, że „nadejdzie znów czas, kiedy znajdziemy się razem, by radować tym, co będziemy mieli”, „nastąpią dla nas dni radości i wesela”. Wojna nie oszczędziła jednak i Szkubaczów – Ryszard nie spróbował już nudelzupy swojej mamy i nie poznał ukochanego siostrzeńca, urodzonego na początku 1940 r. Jako pierwszy z rodziny zajął miejsce przy karcianym stole w oczekiwaniu na wieczną rozgrywkę.

(na podstawie IPN Ka 454/79, t. 3, IPN Ka 454/107, t. 1)