Instytut Pamięci Narodowej - Katowice

https://katowice.ipn.gov.pl/pl3/aktualnosci/213769,Milosna-historia-Szocinskich.html
26.02.2026, 23:59

Miłosna historia Szocińskich

14.02.2025

Z okazji walentynek „Migawka archiwalna” ma dla Was wzruszającą historię miłosną, wziętą z życia (i naszych akt archiwalnych).

Najpierw krótko o bohaterach naszej opowieści. Są nimi Tadeusz i Franciszka Szocińscy, on – rolnik z powiatu kraśnickiego, urodzony w 1925 r., ona – dziouszka ze Śląska, z powstańczej wodzisławskiej rodziny Matuszczyków, urodzona w roku 1933. Poznali się i pokochali, gdy on odsiadywał karę 15 lat więzienia, wymierzoną mu w 1947 r. przez sąd w Lublinie za działalność w niepodległościowym podziemiu antykomunistycznym. Po wyroku siedział najpierw w ciężkim więzieniu we Wronkach, a pod koniec 1953 r. został przeniesiony do Raciborza.

Młodzi poznali się właśnie w Raciborzu – ale jak do tego doszło, nie wiadomo. Prawdopodobnie Tadeusz dostał od kogoś adres Franciszki, której rodzina miała wspierać więźniów politycznych. Tadeusz – a właściwie Tadzik, bo tak się podpisywał – wykorzystał swoją szansę, zdobył się na odwagę i 23 marca 1954 r. napisał pierwszy list do Panny Frani. Wyraził w nim nadzieję na zadzierzgnięcie i kontynuowanie znajomości, choć przytomnie zauważył, że nie wie, „czy moja osoba będzie odpowiadać Pani wyobraźni”. Wyraźnie widać jednak, że liczył na poważną relację – mimo, że miał przed sobą perspektywę jeszcze ośmiu lat za kratami, a o swojej ewentualnej sympatii nie wiedział nic.

Franciszka odpisała i wysłała zdjęcie, czym wzbudziła wielki entuzjazm Tadeusza. „Jesteś w moim guście i czekam chwili, aby Cię zobaczyć”, napisał do niej w maju. Zapewniał o swoich uczciwych zamiarach i pragnieniu budowania wspólnej przyszłości (w drugim liście…!): „Moim zamiarem jest pozostać na tych terenach i związać z Tobą życie i być szczęśliwym. […] Wierzę w nasze szczęście i jestem dobrej myśli. Reszta zależy od Ciebie. Nie będę Ci obiecywał pałaców z bajek czy też dostatków. […] Na życie, jak sama wiesz, składają się nie tylko same róże, ale bywają i kolce, które przy dobrych wspólnych naszych chęciach moglibyśmy usunąć bez najmniejszych zadraśnięć.”

Trzeci list pochodzi z lipca i został napisany już po pierwszych odwiedzinach Franciszki. Ewolucję ich znajomości widać nie tylko w treści korespondencji, ale także w nagłówkach. Pierwszy list był zaadresowany do „Szanownej Panny Frani” (jeden wykrzyknik), drugi – do „Drogiej Frani” (jeden), trzeci – do „Kochanej Frani” (trzy wykrzykniki). Tadeusz wprost pisał już teraz o bezgranicznej miłości, wzajemnym splocie serc i oczekiwaniu na wspólne życie. W październiku listownie poprosił rodziców Franciszki o jej rękę, a jej samej przyrzekł miłość i wierność. Wątpliwości ukochanej co do jej ubóstwa rozwiał tak: „Cóż znaczy majątek, jeżeli serca są sobie przeciwne? Powiedz sama, czy człowiek nie jest cenniejszy o dobrym charakterze i szczerym sercu od największych majętności? […] Ja kocham Ciebie taką, jaka jesteś, a więcej o nic nie pytam.”

Pomyślmy: te słowa, pełne nadziei i ognia, wyszły spod pióra człowieka umęczonego w śledztwie, upokarzanego na co dzień w więzieniu, ze zniszczonym zdrowiem, u kresu wytrzymałości.

Franciszka odwiedzała Tadeusza w więzieniu raz w miesiącu, zaopatrując go w żywność i odzież. Na ich szczęście (i wielu innych) śmierć Stalina spowodowała powolną odwilż i łagodzenie wyroków. Tadeusz Szociński skorzystał z amnestii i opuścił warunkowo raciborskie więzienie w lutym 1955 r. Dzięki przyszłej rodzinie Matuszczyków doszedł nieco do siebie, podjął też pracę na KWK „Anna” w Pszowie.

9 kwietnia 1955 r. młodzi pobrali się. Wydawało się, że trudy i nieszczęścia są już za nimi, zwłaszcza gdy w styczniu 1956 r. powitali na świecie syna. Pół roku później Franciszka znów oczekiwała dziecka.

Niestety, krótkie szczęście zostało przerwane w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1956 r. Tadeusz zginął w wypadku na kopalni i nie zdążył nawet zobaczyć swojej córki. Kopalnia odmówiła Franciszce odszkodowania uzasadniając to warunkowym tylko zwolnieniem zmarłego. Kobieta została sama z dziećmi; prawie na pewno z nikim się nie związała aż do śmierci w 1997 r.

Nie zachowała się niestety ani jedna fotografia Franciszki lub Tadeusza, więc twarze tych dzielnych ludzi pozostaną dla nas nieznane; cieszymy się jednak, że odkryli przed nami swoje piękne dusze.

(na podstawie IPN Ka 935/517)